Wspomnienia o Rodzinie nadesłane przez Marię Teresę Ciężką z domu Pankowska

WSPOMNIENIE O RODZINIE  

ZDZISŁAWA  BOLESŁAWA  PANKOWSKIEGO  I  HELENY Z DOMU  PODLEWSKIEJ    

            (…)dzieciństwo jest jedyną porą, która trwa w nas całe życie. (Ryszard Kapuściński)

Koniec  wojny.Wracamy z wysiedlenia (w 1941 r. wyrzucono nas z naszego mieszkania w Wągrowcu do Generalnej Guberni).Rodzice wszystko stracili. Ale gdzie wracać? Decyzję pomogli nam podjąć Wujostwo Czesława z Pankowskich Splittowa i Dezydery Splitt. Tak znaleźliśmy się w Ostrowie Wielkopolskim, w ich domu, który stał się naszym domem.

Jak sięgam pamięcią, widzę Ojca w łóżku sparaliżowanego i Mamę – zawsze pogodną i uśmiechnięta, pracującą na naszą pięcioosobową rodzinę. Było ciężko, ale dom był zawsze pełen młodzieży – przyjaciół moich braci, Zbigniewa i Jerzego, a później i moich. W miarę swoich sił Ojciec pomagał w utrzymaniu naszej rodziny, udzielając korepetycji z łaciny i niemieckiego. Miał wspaniały kontakt z młodzieżą i zdolności pedagogiczne, co owocowało dobrymi wynikami w nauce Jego podopiecznych. Mając 10 lat i przysłuchując się lekcjom, mogłam już podpowiadać licealistom, co wywoływało dużo śmiechu. Gorzej było w liceum, kiedy trzeba było traktować naukę poważnie.

Chociaż życie moich Rodziców nie było „usłane różami”, dom wspominam jako radosny, pełen miłości i zrozumienia. Mimo trudności jeździłam na wycieczki szkolne, poznawałam Polskę i pokochałam Tatry. Tato zostawał w domu z jednym z braci, a my z Mamą  jechałyśmy do Zakopanego. Były to jedne z najpiękniejszych dni w moim życiu.

Najpierw z domu w 1949 r. „wyfrunął” brat Zbigniew na studia do Poznania, a po dwóch latach brat Jerzy do Seminarium Duchownego w Poznaniu. Do matury zostałam w domu z Rodzicami. Przyszedł czas i ja również wyjechałam do Poznania na farmację. Po skończeniu w 1963 r. studiów wróciłam do Ostrowa. W 1955 r. brat Zbigniew poślubił Annę Wierusz i zamieszkali w Poznaniu – Strzeszynie. Tutaj chory Ojciec z Mamą spędzali letnie wakacje. Ukochanym miejscem wypoczynku Rodziców była brzezina nad Jeziorem Strzeszyńskim.

Tato zmarł w Ostrowie w 1966 r. po 25 latach choroby. Nie pamiętam Ojca chodzącego, w skrytości zazdrościłam koleżankom, które chodziły na spacery z Rodzicami, a ja tylko z Mamą. I tak w Ostrowie zostałam sama z Mamą. Było nam razem bardzo dobrze. Zmarli też Wujostwo Spittowie, których wspominam bardzo ciepło.

Jerzy w 1957 r. otrzymał święcenia kapłańskie i po kilku latach objął probostwo w Buczu, gdzie Mama prowadziła Mu gospodarstwo. Potem i ja opuściłam Ostrów – w 1980 r. wyszłam za mąż za Romualda Ciężkiego i zamieszkałam w Pawłowicach.

Brat Jerzy zmarł w 1988 r. i pochowany został na cmentarzu w Buczu, wśród swoich parafian. Mama zamieszkała z nami. Byłam szczęśliwa, że ostatnie lata spędziła w naszym domu. Była zawsze uśmiechnięta i oddana całym sercem Rodzinie.

Z łezką w oku wspominam święta spędzane z Rodzicami i Rodzeństwem. Może trudno w to uwierzyć, ale nie było świąt, których nie spędziłabym z Rodzicami, a po śmierci Ojca, z Mamą. Niestety Mama też już odeszła w 1997 r. w 93 roku życia. Pochowana została w Pawłowicach obok męża Bolesława, którego wcześniej przenieśliśmy z Ostrowa. Tak wiec ukochani Rodzice są dalej blisko mnie…